"Miej czas na to, aby pomyśleć - to źródło mocy.
Miej czas na modlitwę - to największa siła na ziemi.
Miej czas na uśmiech - to muzyka duszy".
/Matka Teresa z Kalkuty/
Poniedziałek, godzina 9.30. Rozlega się dzwonek na przerwę. Drzwi Kliniki otwierają się dla uczniów po raz pierwszy. Nie minęła jeszcze minuta, a przed wejściem pojawiło się już pięć osób. „I’m sick” (jestem chory), I have a headache” (mam ból głowy), „Give me a Panadol” (daj mi Panadol) - mówili jedni przez drugich. Próbując się dowiedzieć od nich czegoś więcej zauważam za drzwiami kolejną gromadkę dzieci. Nie do wiary! Przecież to niemożliwe żeby tylu uczniów nagle się rozchorowało! Dopiero po chwili, gdy otrząsnęłam się z lekkiego szoku, dotarło do mnie że to jest chyba epidemia… Epidemia bycia zauważonym przez kogoś, sposób zwrócenia na siebie uwagi, tęsknota do tego, aby ktoś poświęcił im chwilę, aby porozmawiał, wysłuchał, bądź chociażby posiedział z nimi w ciszy.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że tak naprawdę najlepszym lekarstwem jakie mogę im dać jest moja obecność (choć oczywiście są też przypadki kiedy muszę się wspomóc środkami medycznymi, ale jest ich naprawdę niewiele). Od tamtej pory na każdej przerwie zaglądają do mnie dzieci, i te młodsze i starsze, żeby się przywitać, pomachać mi swoją małą czarną rączką, opowiedzieć jak było w szkole, pouczyć mnie języka cinyanja, czy po prostu spędzić ze mną czas.
Parę dni temu podczas popołudniowej przerwy przyszła do mnie mała dziewczynka.
W podartej sukieneczce, w przykrótkim sweterku, w oberwanych sandałkach. Nieśmiało się uśmiechając weszła do środka i usiadła na krzesełku. Udało mi się tylko dowiedzieć, że ma na imię Lovnes i ma 9 lat. Niestety nic więcej po angielsku nie rozumiała. Dopiero po 10 minutach siedzenia w ciszy, przypatrywania się sobie i uśmiechania, pokazała mi swoją rozległą ranę na nóżce. Nie wyglądała ona dobrze. Musiałam porządnie oczyścić ranę, aby nie doszło do żadnej infekcji, o ile już nie było za późno. Pomimo bólu jaki jej zadawałam opatrując nóżkę, uśmiech nie schodził z jej twarzy. Przez cały czas ściskała mnie mocno za ramię i patrzyła na mnie swoimi czarnymi, pięknymi oczkami. Potem przesiedziała ze mną w milczeniu do końca przerwy cały czas patrząc się na mnie. Przez kilka następnych dni wypatrywałam jej na początku każdej przerwy. Zawsze się zjawiała w ciągu kilku minut. Zawsze z tą samą radosną buźką i małą rączką machającą do mnie już z oddali. Na szczęście rana z dnia na dzień wygląda coraz lepiej i wygląda na to, że niebawem całkowicie się zagoi.
Joanna Grubińska
Zambia, Lusaka
24 października 2011
Byłam w Jerozolimie. Długie zielone gałązki skrzyły się w promieniach słońca. Wszędzie...
Muszę się Wam pochwalić! Od kilku dni mam śliczny nowy domek. Jest nieco mniejszy niż mój...
„Tu z wami czuję się dobrze, moje życie – to przebywanie wśród was” Św. Jan Bosko Te...
W języku Bemba są trzy słowa, którymi wyrazić można wdzięczność. Mimo tej obfitości...
Byłam w Jerozolimie. Długie zielone gałązki skrzyły się w promieniach słońca. Wszędzie...
Muszę się Wam pochwalić! Od kilku dni mam śliczny nowy domek. Jest nieco mniejszy niż mój...
Nie bójcie się wyruszać w świat lżejsze od mydlanych baniek – przekonywała siostry. Panie...
O spotkaniu Jezusa i wierze Żydów mesjanistycznych z rabinem Frankiem Lowingerem rozmawia...
– Proszę nacierać nadgarstek wodą święconą. Taką terapię polecił pewnej kobiecie...
Pierwszą ofiarą wojny jest prawda – czytamy w napisach na początku „5 dni wojny”. To...
Człowiek otrzymuje od Boga jeszcze jedną szansę opowiedzenia się za Bogiem lub przeciw...
Dodaj nową odpowiedź